Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

10 kilogramów masy w miesiąc ?

Czy da się przytyć 10kg w miesiąc?

Oczywiście, że się da. Jednak pisząc te słowa musimy zdać sobie sprawę z tego, że 10kg masy ciała będzie w 99% stanowiło tkankę tłuszczową. Kiedyś, za czasów, gdy Arnold startował w zawodach Mr.Olympia, kulturyści poza sezonem nie dbali o to, jak wyglądają, a wrzucali na siebie w ciągu offu nawet po 20-30kg masy. Obecnie już nie idzie się tego typu torem budowania sportowej formy, a kulturyści starają się utrzymywać jak najdłużej niskim poziom otłuszczenia, co sprzyja budowaniu suchej masy mięśniowej.



Niestety, nawet z pomocą SAA nie jesteśmy przeskoczyć pewnych ograniczeń, które związane są z fizjologią ciała ludzkiego. Oznacza to, że nawet stosując leki usprawnimy pewne procesy, jak ograniczenie katabolizmu, przy jednoczesnym zwiększeniu anabolizmu, jednak nie oznacza to, że organizm w znacznym stopniu zmieni swoje uwarunkowanie genetyczne i możliwości budowy masy mięśniowej. Tego typu działania wymagają czasu, a 10kg masy mięśniowej, zakładając, że dieta i treningi będą dobrze ukierunkowane, jak i osoba trenująca będzie wspomagała się lekami, wymaga około 2 lat ciężkiej pracy. Oczywiście, wszystko zależy od poziomu wytrenowania i stażu.

Zapotrzebowanie kaloryczne i nadwyżka

Planując okres budowy masy mięśniowej powinniśmy zaplanować nadwyżkę kaloryczną w taki sposób, aby dawała pewne efekty wzrostu masy ciała. Jednak ważne jest, aby nie przesadzić, a tempo przyrostów nie było zbyt szybkie. Organizm nie jest w stanie przeskoczyć pewnych procesów fizjologicznych, które powiązane są z anabolizmem i tempem wzrostu tkanek. Kierując się działaniami, które polegać będą na zwiększeniu ilości kalorii, aby przyspieszyć budowę mięśni, mija się z celem. Większość publikacji sugeruje, że poziom nadwyżki kalorycznej wynoszący około 10-15% wartości bilansu zerowego na plus, powinno w sposób optymalny pozwolić na budowę mięśni dobrej jakości.



Ile więc przytyć w miesiąc, aby było optymalnie?
(więcej na:)


http://www.sfd.pl/art/Dietetyka_i_zdrowe_od%C5%BCywianie/Jak_przyty%C4%87_10_kg_w_miesi%C4%85c_-a357.html

Lody czy są niezdrowe - obalamy mity

Przeciętny Polak zjada rocznie około 3 litrów lodów. To prawie 7 razy mniej niż mieszkaniec Szwecji czy USA! Być może wynika to z faktu, że lody i odchudzanie to niezbyt dobre połączenie. 70% ankietowanych twierdzi, że porcja lodów ma tyle samo kalorii co hamburger. Jak jest naprawdę?

Czy lody są zdrowe? Dowiedz się ile mają kalorii!


Lody to jedne z najmniej kalorycznych deserów. Porcja śmietankowych (2 gałki) dostarcza ok. 150 kcal, czyli połowę mniej niż batonik czy drożdżówka z serem. Bardziej kaloryczne są lody z pełnotłustego mleka oraz smakowe, zwłaszcza jeśli podamy je z bitą śmietaną. Najlepiej wybierać sorbety. Porcja takiego deseru dostarcza ok. 80 kcal, ma mało cukru i nie zawiera tłuszczów!

Jakie zalety ma jedzenie lodów?

Aż 52% z nas uważa, że lody zawierają wyłącznie tłuszcz i cukier. Błąd! Mrożone przysmaki mogą pełnić w diecie ważną rolę!

Wzmacniają. Zawarte w nich białko i węglowodany dają siłę mięśniom (w tym sercu). Wapń buduje kości, a magnez (znajdziesz go w lodach czekoladowych) koi nerwy.
Dodają wigoru. Poprawiają też pamięć i koncentrację, bo zawierają cukier (źródło energii dla mózgu) i witaminy z grupy B (wspomagają układ nerwowy).
Są lekkostrawne. Dlatego mogą się nimi raczyć seniorzy, kobiety w ciąży i dzieci. Najlepsze są lody jogurtowe, które zawierają pożyteczne bakterie wspomagające pracę przewodu pokarmowego.


Łagodzą ból.
więcej na:

http://polki.pl/dieta-i-fitness/zdrowe-odzywianie,czy-lody-sa-zdrowe-fakty-i-mity,10009664,artykul.html

Ujemne kalorie w pożywieniu

Działanie produktów o ujemnej wartości kalorycznej można przedstawić na przykładzie selera. 100 gram selera zawiera zaledwie 8 kcal, natomiast do jego strawienia organizm zużywa znacznie więcej. W efekcie powstaje deficyt kaloryczny, a organizm musi pozyskać energię z innego źródła (np z tkanki tłuszczowej). Natomiast drożdżówka ma około 500 kcal, natomiast do jego strawienia organizm potrzebuje tylko 250 kcal. Jeśli nie spalisz reszty kalorii, zostaną one zmagazynowane w postaci tkanki tłuszczowej.





Produkty zawierające ujemne kalorie to głównie warzywa, które dodatkowo zawierają sporą ilość witamin .

Szparagi, buraki, brokuły, jarmuż, kapusta, marchewka, kalafior, seler naciowy, papryka chili, kukurydza, sałaty, szpinak, zielona fasolka i groszek cukrowy, cebula, por czy cukinia. Znajdziesz je także w niektórych owocach, takich jak jabłka, jagody, melony, żurawina, maliny, mango, truskawki, poziomki, owoce cytrusowe, brzoskwinie, śliwki, ananasy, grejpfruty i arbuzy.

5 najczęstszych błędów w walce z otyłością

Otyłość uznawana jest jako jedna z chorób cywilizacyjnych. Według definicji jest to nadmiarowy stan tkanki tłuszczowej.
W Polsce w 1995 roku , procentowy udział ludzi z otyłością wynosił 9% obecnie jest to 18%.
Ilość osób otyłych podwoiła się !
Sporo osób z nadwagą, zaczyna walczyć na własną rękę z otyłością. Jest to bardzo pozytywne zjawisko, nie mniej jednak, niewielu osobm udaje robić się to skutecznie.
Poniżej 5 najczęstszych błędów popełnianych w trakcie takiego odchudzania. Uniknięcie ich pozwoli na osiągnięcie skutecznych wyników.


1. Głodzenie się i przejadania.

Wydawało by się, że niespożywanie pokarmu nie dostarczas kcal do organizmu. Logicznie to stwierdzenie jest prawdziwe. W dłuższej perspektywnie głodzienie się, niestety ma więcej negatywnych skutków niż pozytywnych.
Zbyt duże obcięcie kcal spowoduje szybkie spowolnienie metabolizmu oraz jednorazowe podjadanie dużej ilości kalorii. W konsekwencji doprowadzi to do magazynowania tłuszczu.

2. Liczenie samych kalorii.

Kolejnym dość powszechnym błędem jest liczenie kalorri, nie zwarzając na makro składniki.
Deficyt kaloryczny podczas redukcji jest bardzo ważny. Nie mniej jednak inaczej zachowują się kalorie dostarczane z białka a inaczej z węglowodanów .
Zalcenae jest ustabilizowanie diety na poziomie makro składników a następnie na poziomie deficytu kalorycznego.

3. Skupianie się na małych grupach mięśniowych.

Kto z facetów nie chciałby mieć zarysowanych i umięśnionych bicepsów ? Która z kobiet nie maży o zgrabnych łydkach ?
W trakcie redukcji tłuszczu zapomnijcie o priorytetyzacji małych grup mięśniowych. Nie zbudujcie wówczas większych bicepsów, a ćwiczenia takie spalają niewiele kcal.
Tylko ćwiczenia złożone na duże partie mięśniowe pozwolą efektywnie wykorzystać czas na trening.

4. Zbyt mała ilość snu.

Regeneracja, sen to podstawa udanego planu treningowe. W trakcie snu zachodzą najważniejsze procesy związane ze spalaniem tkanki tłuszczowej. Często pisze się, że kluczem do sukcesu jest trening, dieta i suplementacja . Na pierwszym miejscu dodałbym jednak sen.
Co najmniej 8 godzin dziennie!

5. Otaczanie się negatywnymi osobami lub informacjami.

Wasz mózg jest przebiegły. Redukcja tkanki tłuszczowej odbierane jest jako stan krytyczny. Jest to stan walki dla organizmu, związany z dużą ilością stresu. Wasze ciało zrobi wszystko aby, uniknąć tego stanu, nawet z poziomu myślenia i odbioru informacji z zewnątrz.
Dlatego tak ważne jest otaczanie się ludźmi, którzy mają podobny cel do waszego i unikania konfrontacji z negatywnie nastawionymi osobami.
Na etapie redukcji, kiedy nie idzie, wystarczy jedno negatywne "ziarno", aby zasiać w nas zwątpienie i rezygnację z dalszej pracy.
Z drugiej strony zajęcia grupowe z osobami, mającymi podobny cel, spowoduje zmotywowanie i wsparcie w walce o lepsze jutro.

Podsumowanie.

Walka z nadwagą nie jest łatwa, musisz pamiętać aby wdrożyć mądre nawyki w tej nierównej walce.
Tylko to pozwoli ci skutecznie osiągnąć cel.

5 fascynujących korzyści, po zjedzenie 3 bananów dziennie

Banany są tanim i zdrowym źródłem witamin oraz węglowodanów. Powszechnie dostępne w każdym sklepie, za niewielką cenę, są często główną przekąską, każdego dnia.
Naukowcy określili, że zjedzenie 3 bananów dziennie dostarcza 1500 mg potasu.



Jakie są pozostałe korzyści ? O tym poniżej:

1. Banany obniżają ciśnienie krwi.

Potas zawarty w bananach obniża ciśnienie krwi . Średniej wielkości banan zawiera około 450 mg potasy. Wysoka podaż tego pierwiastka neutralizuje ciśnienie krwi.

2. Banany poprawiają trawienie.

Błonnik zawarty w owocach reguluje pracę jelit oraz spowalnia proces trawienia.

3. Banany poprawiają pracę układu krążenia.

Spożywanie posiłków bogatych w białko usprawnia pracę układu krążenia. Udowodniono, że zmniejszają one zachorowalność na choroby serca oraz obniżają ryzyko układu krążenia.

4. Banany pomagają w tworzeniu zdrowych komórek ciała.

Witamina B6, zawarta w owocach pomaga naszemu organizmowi w produkcji insuliny, hemoglobiny oraz engodennych aminokwasów niezbędnych do budowania zdrowych komórek. Jest to również cenne z perspektywy tworzenia antyciał.

5. Banany oprawiają wyniki sportowe.

Większość aktywnych sportowców zajada się bananami. Głównie jest to przekąska osób uprawiających sporty wytrzymałościowe. Spożycie banana na 15 minut przed intensywnym wysiłkiem, daje zastrzyk energii. Banany są również lekko strawne, co jest bardzo ważne w perspektywie dyscyplin wytrzymałościowych. Często w trakcie maratonów na trasie znajdują się stoiska z bananami do spożycia w trakcie biegu.

PoTreningu: Czy mięso tuczy ?



Temat wpływu konsumpcji mięsa na zdrowie i na sylwetkę wiąże się z wieloma kontrowersjami. Można się spotkać m.in. z poglądem mówiącym, iż to właśnie wysokie spożycie pokarmów pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso jest jedną z głównych przyczyn nadwagi i otyłości, a ograniczenie ich spożycia stanowi znakomity sposób na to by pozbyć się nadmiarowych kilogramów. Czy jednak teoria ta ma jakiekolwiek uzasadnienie?



Zapraszamy do przeczytania całość artykułu poniżej, na serwisie potreningu.pl :

http://potreningu.pl/articles/3192/czy-mieso-tuczy 

Skuteczne prokotokoły redukcyjne dla lubiących jeść - Odżywianie

Redukcja to wyzwanie dla organizmu. Przestawienie się na spalanie tkanki tłuszczowej zajmuje nieco czasu. Chciałbym z wami podzielić się spostrzeżeniami z ostatniej redukcji. Słowem wstępu.

Ćwiczę ponad 10 lat, z mniejszymi lub większymi przerwami i sukcesami. Mam za sobą dziesiątki udanych i nie udanych redukcji. Poznałem i przerobiłem diety z "całego świata" kulturystycznego, od diet tłuszczowych/heterogeniczny poprzez High Carb, kończąc na VLCD. Poznałem i przetrenowałem chyba wszystkie metody treningowe, split, fbw, hbw, fitness, pilates, crossfit, kompleksy metaboliczne, trening sportów walki, HIIT, HST itp. Efekty były przeróżne, ciężko się odnosić szczegółowo to każdej z redukcji. Niestety za każdym razem zmuszałem się do diety narzuconej od górnie, nigdy nie była to dla mnie
przyjemność.



Od zawsze lubiłem jeść, mając tym samym problem z nadmiarem tkanki tłuszczowej. Przechodzenie przez redukcję jedząc kurczaka z brokułami itp. to dla mnie zawsze była katorga. Nigdy nie potrafiłem zmusić się do reżimu dietetycznego.Uwielbiam zjeść coś słodkiego od czasu do czasu.
Często redukcję zaczynałem od ustawienia dość restrykcyjnego reżimu dietetycznego, z podażą kcal na poziomie 1800 i 5 posiłkami dziennie. Po 3-4 tygodniach wszystko trafiał szlag...   Trening sam w sobie nie był problemem, od zawsze lubiłem wysiłek fizyczny.
 Po 10 latach doszedłem do wniosku, że pierwszy raz zrobię redukcję jedząc to co lubię. Jakie osiągnąłem efekty ? Dowiecie się poniżej.



Redukcja tkanki tłuszczowej - proces wykorzystania energii znajdującej się w zmagazynowanym w organizmie tłuszczu. Proces zachodzi podczas deficytu kalorycznego z dostarczanego pokarmu.



Tym razem postanowiłem zrobić to nieco inaczej.
Cztery słowa klucz, które pomogły mi osiągnąć sukces:

IIFYM
PHUL
Kompleksy metaboliczne
Aeroby na powietrzu

Tym razem wyszedłem z założenia, że deficyt kaloryczny powstanie w skutek dużej ilości ćwiczeń i ich różnorodności. Postanowiłem nie skupiać się tak bardzo na odżywianiu, a na wysiłku fizycznym.
Moja dieta nie była skritce kulturystyczna, pozwalałem sobie na jedzenie zwykłego "kowalskiego" trzymając się zasady IIFYM. Dzienną kcal ustaliłem na +500kcal ! Tak +500kcal w odniesieniu do standardowego zapotrzebowania osoby, która pracuje umysłowo. Dla mnie wyszło to około 2700 kcal... Tyle samo kcal zjadałem robiąc masę mięśniową.

Nie zwracałem uwagi na łączenie tłuszczu w posiłku z węglowodanami, nie interesowało mnie to czy mogę zjeść Big Milka i nie, nie jadłem twarogu z oliwą na noc. Nie trzymałem się również codziennie 6 posiłków dziennie. Starałem się jeść minimum 4 posiłki do maks 6.
 
Moim głównym celem było zjedzenie maksymalnie 250g węglowodanów, 100g tłuszczu dziennie oraz 1,6g białka na kg masy ciała.Czasami zjadłem 150g węgli, czasami 400g. Nie kontrolowałem tego w 100%. Szkoda moje życia i czasu. Nie będę ukrywał, że od czasu do czasu wpadało piwko do grilla czy whisky. Jesteśmy tylko ludźmi ;-).

Mój przykładowy dzień wyglądał nastepująco:

śniadanie:
jajecznica 3 jajka + chleb razowy + pomidor
II śniadanie:
150g polędwiczek wieprzowych w sosie, 100 g ryżu + surówka z kapusty
Obiad (przed treningiem):
150g łososia + makaron biały 100g + szpinak
Po treningu:
Porcja białka i lody śmietankowe 200 ml
Kolacja:
Kanapki z jajkiem, szynką włoską, sałatą i pomidorem + słona przekąska + 2 piwka


Ale bywało również i tak:
śniadanie:
jajecznica 3 jajka + chleb razowy + pomidor
II śniadanie:
Schabowy z panierce, ziemniaki młode, mizeria
Obiad (przed treningiem):
Lasagna
Po treningu:
Porcja białka
Kolacja:
Tuńczyk w kawałkach z ogórkiem.

Często między posiłkami wpadały jakieś słodkie smakołyki: ciasta, batony, czekolada.

Najważniejsze to elastyczne podejście do diety, z zachowaniem zasad kaloryczności. Jeżeli zjadłeś 1000 kcal na drugie śniadanie, to postaraj się o to, aby kolejne posiłki były nieco mniejsze. Pamiętaj, aby zmieścić się w zapotrzebowaniu kcal.

Efekty nieco mnie zaskoczyły. Po 2 tygodniach poleciało 3 kg, po kolejnych 4 tygodniach kolejne 3 kg .
Po 6 tygodniach jestem lżejszy o 6 kg robiąc to co lubię i jedząc to co lubię ;-).
Nie mam zamiaru więcej się głodzić, dla mojego organizmu i psychiki łatwiejsze jest zwiększenie ilości ćwiczeń.
Ważyłem na początku 87kg, teraz jest 81kg . Żeby osiągnąć swój cel, muszę jeszcze spalić 6kg.


Moja udana redukcja to nie jest tylko zasługa diety, ale głównie treningu PHUL, kompleksów metabolicznych oraz aerobów na powietrzu o których napiszę następnym razem.
W kolejnych wpisach dowiecie się jak skutecznie łączyć te trzy aktywności oraz jak rozplanować je w ciągu tygodnia/miesiąca. Postaram się również opisać szczegółowo trening PHUL

Kiedy powinno się jeść ostatni posiłek i czy powinien on zawierać węglowodany?




Witam. W dzisiejszym artykule zajmę się kwestią odżywiania wieczorową porą. O której godzinie  powinniśmy spożyć ostatni posiłek, aby nie niweczyć swoich trudów treningowych dążąc do poprawy wyglądu naszego ciała?

 Temat jest dość skomplikowany ponieważ wśród społeczeństwa panuje cała masa błędnych poglądów na ten temat. Nie tylko utrudniają one nam życie, ale i działają na naszą niekorzyść. Jakie teorie są więc prawdziwe, a które zwykłym zabobonem?

Oto dwie najbardziej popularne teorie, które są powszechnie promowane w kolorowej prasie i internecie:
1)      Nie powinniśmy jeść po godzinie 18 (szczególnie węglowodanów), ponieważ po tej godzinie organizm spowalnia metabolizm (przemianę materii) i wszystko zostanie odłożone w postaci niechcianej tkanki tłuszczowej.
2)      Będąc na diecie redukcyjnej, ostatni posiłek powinniśmy zjeść na 3-4h przed snem. Teoria ta mówi, że powinien to być posiłek białkowy, ponieważ zjedzone na wieczór węglowodany odłożą się nam się w postaci tkanki tłuszczowej.

 Wielokrotnie spotykam się z tym, że na tych dwóch teoriach opiera się dietą redukcyjna większości Polaków. Wynika z nich, że jedząc w godzinach późnowieczornych (np. w godz.22-24) strzelamy sobie w kolano. Jaka jest prawda? Czy powinniśmy się przejmować porą spożywanych posiłków? Czy nie jedzenie na noc, lub wieczorne unikanie węglowodanów ma swoje racjonalne przełożenie na redukcję tkanki tłuszczowej?



Omawiana w tym artykule kwesta została swego czasu dokładnie przebadana przez dr Layne Nortona. Dla niezorientowanych Layne Norton to jeden z największych światowych autorytetów w dziedzinie treningu i dietetyki. Jakie wyciągnął wnioski?
Norton określił ideę ograniczania jedzenia wieczorową porą, w celu przyśpieszenia redukcji tkanki tłuszczowej, jako delikatnie rzecz ujmując bzdurę.

dr Layne Norton
dr Layne Norton
Opinia na temat tego, jakoby wieczorem organizm spowalniał metabolizm, przez co miał większą tendencje do odkładania tkanki tłuszczowej, została zrównana z ziemią. Norton stwierdził, że to nieprawda. Zauważa, że faktycznie w czasie snu nie jesteśmy tak aktywni jak podczas np. treningu, ale czy leżenie w łóżku aż tak bardzo się różni się pod względem wydatkowania energetycznego od siedzenia przez 8 godzin przy biurku w pracy? Aby nie być gołosłownym należało sprawdzić czy tempo metabolizmu (przemiany materii) faktycznie spada podczas snu?


dr Layne Norton jest profesjonalnym naturalnym kulturystą z IFPA i NGA.
Wyniki okazały się zdumiewające. Wykazano, że w pierwszej połowie snu metabolizm co prawda spowalnia, jednak w drugiej połowie mocno przyśpiesza co ma związek z tak zwaną fazą REM (sen paradoksalny). Po przeanalizowaniu i zsumowaniu wyników obu faz wyciągnięto wniosek, że metabolizm w czasie snu jest nieco szybszy niż w czasie dnia. Co więcej, w omawianym badaniu zauważono taką korelację, iż wśród osób ćwiczących tempo przemiany materii podczas snu jest większe niż u osób nieaktywnych [„Metabolic rate and fuel utilization during sleep assessed by whole-body indirect calorimetry” 2009].

 Przechodząc jednak do sedna. Czy jest jakaś różnica między jedzeniem posiłków na noc (przede wszystkim węglowodanów), a ich kilkugodzinnym odstawieniem przed pójściem spać? W jednym z badań opublikowanych w „Journal of Obesity” naukowcy podzielili 78 badanych na dwie grupy. W pierwszej grupie (grupa kontrolna) spożyte w ciągu dnia węglowodany zostały rozłożone po równo na wszystkie posiłki w ciągu dnia. W drugiej grupie, aż 80% spożytych w ciągu dnia węglowodanów zostało skonsumowane dopiero w ostatnim posiłku przed snem. Wyniki okazały się bardzo ciekawe. Grupa przyjmująca węglowodany na noc odnotowała nie tylko większą utratę tkanki tłuszczowej, niż miało to miejsce wśród grupy pierwszej, ale również korzystniejsze zmiany hormonalne (wyższy poziom adiponektyny) i lepszy profil lipidowy [„Greater weight loss and hormonal changes after 6 months diet with carbohydrates eaten mostly at dinner” 2011].


„Greater weight loss and hormonal changes after 6 months diet with carbohydrates eaten mostly at dinner”
„Greater weight loss and hormonal changes after 6 months diet with carbohydrates eaten mostly at dinner”


Należy sobie teraz zadać pytanie: czy przedstawione badania robią jakąkolwiek rewolucje? Czy to oznacza, że teraz aby utracić tkankę tłuszczową powinniśmy się objadać szczególnie na noc? Oczywiście, że nie. Badania te jedynie udowadniają, że jedzenie na noc wcale nie upośledza spalania tkanki tłuszczowej bardziej niż jedzenie o innych porach dnia. Najważniejsze w tym wszystkim jest nasz bilans kaloryczny w ciągu całego dnia. Każdy człowiek potrzebuje przyjąć określoną ilość kalorii każdego dnia, aby utrzymać wagę na aktualnym poziomie. Jeśli chcemy redukować tkankę tłuszczową powinniśmy skupić się na redukcji kalorii z poszczególnych posiłków, a nie na redukcji ilości posiłków (szczególnie wieczornych) samych w sobie. Idea nie jedzenia po godz. 18 lub nie jedzenia na kilka godzin przed snem, choć na pozór logiczna nie jest dobrym pomysłem. Załóżmy, że osoba stosująca tą metodę (nie jedzenia po godz. 18) chodzi spać o godzinie 23, a wstaje o 8 rano. W sumie daje to 14h bez jedzenia. Trudno sobie wyobrazić, aby osiągnąć wymarzoną sylwetkę, pozbawiając się przez tyle czasu dostępu do składników odżywczych. Większość osób niejedzących po godzinie 18, co prawda na początku odnotowuje spadek wagi, ale nie jest to wynikiem cudownych właściwości tej metody, a zwykłego pozbawiania się pewnej ilości kalorii, które przed wdrożeniem tej metody w życie były normalnie dostarczane. Taka osoba na początku chudnie tylko dlatego, że jest na deficycie kalorycznym (spożywa mniej kalorii, niż wynosi jej zapotrzebowanie kaloryczne). Długofalowo takie działanie nie odniesie sukcesu. Co gorsze zwykle doprowadza do spowolnienia przemiany materii, efektu jojo, a w skrajnych przypadkach do załamania metabolicznego (chwila, w której mimo ujemnego bilansu kalorycznego waga ciała się nie zmienia).




 Prawda jest taka, że jeśli chcemy przeprowadzić skuteczną redukcję to możemy zjeść nawet na godzinę przed snem. Utrata tkanki tłuszczowej będzie możliwa, o ile ilość spożytych kalorii w ciągu dnia będzie niższa niż ilość kalorii potrzebnych do utrzymania wagi na aktualnym poziomie. Analogicznie, możemy ostatni posiłek zjeść nawet o godz. 16, ale jeśli ilość spożytych do tej godziny kalorii będzie większa niż wynosi nasze zapotrzebowanie kaloryczne to i tak będziemy tyli.

Oczywiście nie zalecam jedzenia chwilę przed snem, ale tylko z tego powodu że, może to obciążyć żołądek, a w konsekwencji spowodować problemy z zaśnięciem. Tylko tyle i aż tyle. Idealnie byłoby spożyć posiłek na 1,5-2h przed snem bez względu na to, o której chodzimy spać. Jeśli jesteśmy „nocnymi markami” i chodzimy spać o godzinie drugiej w nocy, to całkowicie spokojnie, bez wyrzutów sumienia możemy zjeść ostatni posiłek o północy. Jeśli suma spożytych kalorii w ciągu dnia wykaże deficyt (zjemy mniejszą ilość kalorii niż wynosi nasze zapotrzebowanie do utrzymania wagi na aktualnym poziomie) to i tak będziemy spalać tkankę tłuszczową.

Czas przejść do kolejnej kwestii. Wiemy już, że wcale nie musimy unikać jedzenia w godzinach późnowieczornych, ale co z węglowodanami? Czy wieczorne posiłki powinny się składać z produktów białkowych (Uwaga!: jogurt naturalny to nie jest produkt stricte białkowy, tylko nabiałowy). Czy węglowodany jedzone na noc odłożą nam się w postaci tkanki tłuszczowej?

Odpowiedź jest taka sama jak wcześniej. Wszystko jest zależne od dziennego bilansu kalorycznego. Możemy przeprowadzić udaną redukcję tkanki tłuszczowej zarówno jedząc węglowodany na noc, jak i ich nie jedząc. Wszystko zależy od tego jak rozłożymy węglowodany w poszczególnych posiłkach. Aby to wyjaśnić posłużę się przykładem. Załóżmy, że mamy osobę będącą na diecie redukcyjnej (ujemny bilans kaloryczny), spożywającej w ciągu dnia 5 posiłków w których w sumie znajduje się 200g węglowodanów. Osoba ta może zjeść w każdym z 4 pierwszych posiłków po 50g węglowodanów (4 x 50g = 200g). Wówczas z racji, że wyczerpała swój limit węglowodanów na ten dzień w piątym ostatnim posiłku węglowodanów już nie spożywa. Piąty posiłek będzie białkowo-tłuszczowy (np. jajecznica). W innym przypadku osoba ta może podzielić 200g węglowodanów na 5 posiłków czyli 40g węglowodanów na posiłek (5 x 40g = 200g). Tak więc węglowodany będą także w ostatnim posiłku przed snem. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej metodzie będziemy redukować tkankę tłuszczową, ponieważ ilość spożytych węglowodanów jest taka sama a ogólny bilans kaloryczny jest na minusie. Tylko od nas zależy, którą metodę wybierzemy. Jeśli trenujemy w godzinach porannych lub popołudniowych to możemy tak ustawić dietę, aby nie jeść węglowodanów w ostatnim posiłku. Jednak jeśli trenujmy w godzinach późnowieczornych wówczas węglowodany powinny znaleźć się też w ostatnim posiłku.

 Podsumowując: nie ma bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy jedzeniem  (nawet węglowodanów) w godzinach późno wieczornych, a tyciem lub brakiem efektów w postaci redukcji tkanki tłuszczowej, ponieważ najważniejszy jest dzienny, a z czasem tygodniowy bilans kaloryczny. Ludzie tyją nie od wieczornego jedzenia, ani od węglowodanów jak wielu mniema, a od nadmiaru przyjmowanych kalorii.
Idea jedzenia węglowodanów przed snem to nie jest żadna nowość. W 2008 roku metodę tą stosował z bardzo dobrym skutkiem bardzo znany dzisiaj (a wtedy jeszcze nie bardzo) kulturysta Michał Karmowski. Węglowodany zjedzone w ostatnim posiłku mogą (o ile zrobimy to dobrze) poprawić nasz sen oraz będą miały pozytywny wpływ na serotoninę, leptynę i melatoninę. Nie jest to jednak artykuł o tej metodzie, więc aby nie zboczyć z tematu na tym zakończę.

Na zakończenie tego artykułu, chciałbym zaapelować do Was Drodzy Czytelnicy, abyście odrzucili krążące od lat i nie mające nic wspólnego z prawdą mity dietetyczne. Zbilansujmy swoją dietę pod względem kalorycznym i makroskładnikowym (proporcje białek, węglowodanów i tłuszczy), bazujmy na produktach pełnowartościowych, a wówczas jedzenie przed snem nie stanie nam na przeszkodzie do wypracowania życiowej formy i wymarzonej sylwetki.

Pozdrawiam Maciek Gąsiorek.

Autor artykułu jest magistrem Wychowania Fizycznego, Trenerem Kulturystyki, Master Trenerem i trenerem personalnym w Condizione Jelenia Góra.

Droższa dieta zadziała lepiej?

Utarło się takie przekonanie, iż na ogół to co „lepsze” jest także „droższe”, gdyż za jakość po prostu trzeba zapłacić. Gdyby zastanowić się nad tym, czy powyższa zasada się zawsze sprawdza, szybko okazałoby się, że choć jest generalnie prawdziwa, to ma także liczne ograniczenia, a co najważniejsze - są od niej pewne wyjątki. Czy można ją zatem zastosować w przypadku diety?


Polecamy całość na:
http://potreningu.pl/artykuly/2867/drozsza-dieta-zadziala-lepiej

Kuchenne inspiracje: OMLET ZE SZPINAKIEM


Omlet:
- 2 jaja
- ćwierć szklanki mleka chudego
-1 łyżka mąki żytniej
- szczypta Carry
-szczypta pieprzu Cayenne
-szczypta Bazyli


Nadzienie:
-250 g świeżego szpinaku lub ok. 100 g mrożonego
-2 ząbki czosnku
-1 łyżka jogurtu naturalnego
-gałka muszkatołowa
-sok z połowy cytryny
-sól
-pieprz biały
-pieprz czarny


Sos:
-2-3 łyżki jogurtu naturalnego
-ząbek czosnku
-pieprz Cayenne
-pieprz biały
Posypka:
-Łyżka słonecznika
-Łyżka płatków migdałowych
-ewentualnie tarty ser mazarella (ilość według uznania :))




Jeżeli wybraliśmy szpinak świeży należy go pokroić i sparzyć wrzątkiem na sitku. Szpinak przyrządzamy na rozgrzanej patelni ( jeśli wybraliśmy szpinak mrożony, trzeba poczekać nieco dłużej, aż rozmrozi się na patelni). Dodajemy jogurt, uważając żeby się nie zważył( najlepiej przełożyć jogurt do szklanki i dodawać w małych ilościach rozgrzany szpinak, a kiedy jogurt już się rozgrzeje można dodać powolutku do reszty szpinaku na patelni). Dodajemy posiekany czosnek, sok z cytryny i resztę przypraw. Smażymy jeszcze przez krótką chwilę, aż składniki się ładnie ze sobą „przegryzą”.
Robimy sos. Jogurt łączymy z przyprawami i posiekanym czosnkiem.
Oddzielamy żółtka od białka, ubijamy białko, następnie dodajemy resztę składników potrzebnych do zrobienia omleta i smażymy go na rozgrzanej patelni (jeśli posiadamy patelnie teflonową, nie potrzebny nam będzie tłuszcz, tylko pamiętajcie, żeby dobrze rozgrzać patelnie). Potrzebne nam będą 2 omlety i prawdopodobnie z takiej ilości tyle Wam wyjdzie 
Przekładamy omlety nadzieniem, a górę smarujemy sosem i posypujemy słonecznikiem serem i migdałami.
Porcja ma:
około 490 kcal
39 g białka
34 g węglowodanów
24 g tłuszczu

Smacznego !:)
/ Marta 

GRANOLA - fit przekąska

Tak jak rano obiecywałam wrzucam moją propozycję na przepyszną przekąskę! GRANOLA  nie taka kupna, w której więcej jest chemii niż zdrowia, ale taka domowa, zdrowa, kaloryczna i pyszna!
Co potrzebujemy:
220g płatków owsianych
ok.10g oleju
50g. płynnego miodu
60g słonecznika łuskanego
40g pestek dyni
90g migdałów
20g rodzynek
70g żurawiny suszonej
22g moreli suszonych
Płatki wsypujemy do dużej miski, dodajemy olej, dwie łyżki wody i miód. Mieszamy wszystko dokładnie (najlepiej łyżkami, bo wszystko zostaje na rękach ;< )
Blachę wykładacie papierem do pieczenia, wsypujecie na to naszą mieszankę i do piekarnika na 170 stopni!
Kroicie w tym czasie migdały, łączycie z dynią i słonecznikiem.
Do innego naczynia wsypujecie pokrojone na kostkę owoce suszone.
Mieszankę w piecu mieszacie mniej więcej co 5 minut. Kiedy zacznie robic się rumiana dodajecie do tego migdały, słonecznik i dynię.
Trzymacie to w piekarniku jeszcze kilka minut, aby wszystko było chrupiące i złotawe 
Po wyciągnięciu z pieca dodajecie owoce, mieszacie i gotowe!
Cudownie smakuje z jogurtem naturalnym.
Granola jest mocno kaloryczna, ale ma tyle witamin, tyle błonnika, tyle minerałów i tyle zdrowych tłuszczy, że czasami można sobie na nią pozwolic. Jest to na pewno lepsze rozwiązanie, niż kupny zbożowy batonik NIBY FIT.
Doskonale sprawdzi się jako przekąska lub dodatek to posiłku, np. zaraz po treningu 
Całosc widoczna na zdjęciu ma 2363kcal.
Białko 65g, Węglowodany 306g, Tłuszcz 109g.
Jest to dużo, ale chyba nikt nie zdołałby zjeśc tego na raz! Powiem Wam, że mi taka mieszanka starcza na kilka miesięcy. 
Smacznego! / Aga.


INSPIRACJA OBIADOWA NUMER 1

Pysznie, kolorowo, a przede wszystkim zdrowo. Danie przed chwilą zmajstrowane przeze mnie w kuchni 
Składa się z:
-kurczak gotowany na parze, przyprawiony ziołami i odrobiną pieprzu Cayenne 
-buraczki pokrojone w kawałki ( ugotowane normalnie w wodzie z odrobiną pokrojonej cytryny, ziołami i pieprzem cayenne- tak to moja ulubiona przyprawa, któa w dodatku bardzo dobrze wpływa na trawienie, serce, nadciśnienie i wiele wiele innych!:D Gotuje je około 15 minut od zagotowania się wody w garnku ) Buraczki polewam jogurtem naturalnym, wtedy nabierają fajnego maślanego smaku
-paluszki krabowe ugotowane na parze
-1 marchewka stara na tarce z odrobiną cytryny ( no może nie taką odrobiną, lubię jak marchewka jest kwaśna, ale to według uznania oczywiście :))
- 2 kropki pieczywa bezmącznego (same ziarna w nim są )



Smacznego !
PS: Jeśli macie jakieś fajne pomysły na zdrowe danie przesyłajcie i dzielcie się smakiem a my podzielimy się nimi z innymi w naszym nowym albumie:)

PRZEPIS NA CHLEB:
-nasiona słonecznika 1 szklanka
-ok 350 ml wody
-siemie lniane (oczywiście niemielone) pół szklanki
-pestki z dyni pół szklanki
-płatki owsiane (najlepiej żytnie) 1,5 szklanki
-3 łyzki masła
-2 łyżeczki soli (najlepiej morskiej)
-łyżeczka syropu klonowego ( jeśli komuś trudno dostać można dać po prostu miód)
Składniki mieszamy i zostawiamy na dłuższy okres czasu (nawet na całą noc )
Pieczemy w 180 stopniach około 30 minut.

/Marta

Zastój podczas redukcji - jak uniknąć ?

Każdy z nas pracuje nad tym, aby posiadać świetną definicję mięśni. Podczas redukcji tłuszczu zalecane jest aby dieta była na minusie kalorycznym.  Najlepszym wyjściem jest stopniowe obniżanie kcal, np. co tydzień o 100kcal. Co zrobić gdy dojdziemy do minimum a tłuszcz, który zalega na naszym ciele uparcie nie chce z niego zniknąć?
Kolejne ucięcie kalorii nie będzie dobrym rozwiązaniem. Wówczas musimy podjąć szereg innych kroków, które pokrótce przedstawię w tym artykule.





1. Suplementy – spalacze tłuszczu

Wówczas gdy redukcja odbywa się bez pomocy spalaczy tłuszczu, należy po nie sięgnąć w odpowiedniej chwili. Ogólnie jestem zwolennikiem redukcji bez spalaczy. Przychodzi jednak taki moment, że bez dobrego suplementu poprawiającego w sposób pośredni lub bezpośredni spalanie tłuszczu się nie obędzie.
Na naszym rynku występuje szereg dobrych pobudzaczo-spalaczy bo tak trzeba nazwać produktu serwowane przez polskich producentów. Moim zdaniem nie powinno sięgać się ani po yohimbine, ani efedryne ani inne mocno ingenerujące w układ nerwowy produkty. Nie jesteście zawodowcami i nie startujecie  w zawodach, szkoda zdrowia.


2. Zwiększenie objętości treningu aerobowego bądź interwałowego lub zamiania aerobów na interwały.

Maksymalny czas aerobów to 1 godzina i tego należy się trzymać. Jest to optimum to odpowiedniego palenia tłuszczu wraz z zadbaniem o nie palenie mięśni. Aeroby nudzą się po jakimś czasie, dobrze jest wpleść w trening interwały lub kompleksy sztangowe, o których pisałem ostatnim razem. W przypadku gdy wykonywaliście tylko trening aerobowy, warto zrezygnować z niego na tydzień i zamiast tego wykonywać same interwały i kompleksy sztangowe. Odmienny bodziec do spalania tłuszczu może przynieść oczekiwane rezultaty.



3. Optymalizacja diety.

Prześledź swój jadłospis i sprawdź w dobrym źródle, czy to co jesz jest odpowiednie na redukcję. Prowadziłem swego czasu kobietę, około  czterdziestki, trenowała ciężko, z początku było widać rezultaty, w pewnym momencie waga nie chciał ruszyć ani grama w dół przez dwa tygodnie. Zaproponowałem jej, aby pokazał mi jak się odżywia, oczywiście zarzekała się, że zdrowo i z ujemnym bilansem kalorycznym. Po wszystkim okazało się, że moja klienta miała dobrze ułożoną dietą, z odpowiednią ilością białka i tłuszczy oraz warzyw. Bilans kaloryczny wynosił -300 kcal. Moja klientka nie uwzględniła jednak tego, że gotowana marchew ma dużo większy IG niż marchew surowa i zajadał nią się obficie, praktycznie do każdego posiłku. Wysoki poziom cukru we krwii nie pozwalał organizmowi na szybkie pozbywanie się tłuszczu.

4. Zwiększenie objętości treningu.

Trening siłowy to praca mięśni, aby ją wykonać potrzebujemy paliwa, czyli kalorii. Gdy zauważasz,  że coraz oporniej idzie ci redukcja, dorzuć po jednej serii do każdego ćwiczenia złożonego. Nie przesadzaj jednak! Trening na siłowni nie powinien przekraczać 60 minut. Najlepszym rozwiązaniem będzie dodanie po jednej serii do ćwiczeń złożonych, darowałbym sobie dodatkowe serie w ćwiczeniach izolowanych.  Podczas ćwiczeń złożonych pracuje największa ilość mięśni. Dodatkowa seria martwego ciągu spali dużo więcej kalorii niż kolejna seria uginania przedramion ze sztangą na biceps.

Mniej białka wyższej jakości - większe przyrosty

Białko, każdy zna jego definicję. Bez białka nie ma mięśni, sprawa jest oczywista. Nie będę się rozpisywał czym jest, skąd się wzięło i z ilu aminokwasów się składa. To bzdury, które nie są potrzebne do tego, żeby posiadać wysportowane ciało.




Pamiętać należy o kilku kwestiach podczas spożywania białka:

1) Jego nadmiar jest szkodliwy dla organizmu
2) Białko z pokarmu jest dużo lepiej przyswajalne niż to z proszku.

Zdziwieni ? Białko w dużej ilości szkodzi i mówią o tym książki akademickie i wykłady znanych profesorów medycyny, dietetyki czy farmacji.

Zapytacie więc skąd przekonanie o tym, żeby jeść 2g do nawet 4g białka na kg masy ciała. 
Kasa misiu, kasa !

Nikt z producentów białka nie wmówi wam, że należy go jeść mało, bo stracą wówczas klientów.
Jedno jest pewne, według moich wieloletnich obserwacji optymalna ilość białka to nawet od 1g do 1,5g na kg masy ciała - to jest wystarczająca ilość do robienia masy i rzeźby.

Do czego zmierzam ? Do tego żeby nie przejadać się mięsem, które niewiadomo czym jest obecnie faszerowane oraz nie przejadać się tanim proszkiem białkowym, który niewiadomo z czym jest zmieszany.

Równanie matematyczne jest proste. Spożywasz duże ilości białka z tanich źródeł białka (przeceny mięsa w supermarkecie, jajka najniższej jakości, tanie ryby i tani proch) to dostarczasz do organizmu innego rodzaju shitt , który jest tam zawarty !

Stawiajcie na jakość  ! Jedzcie mniej białka a dobrej jakości !!

Zapamiętaj !

1) Jeżeli mięso tylko ze sprawdzonego źródła
2) Jajka Eko lub przynajmniej z chowu ściółkowego
3) Odżywki białkowe od pewnych firm z górnej półki (PL > USA* ).

Wydaj miesięcznie te same pieniądze na wyższej jakości produkty białkowe a od razu zauważysz różnice !
*Opowałbym za Polskimi producentami białek, Unia Europejska wymaga sporych kontroli przy produkcji spożywczej. To co sypią w USA jest pod mniejszym nadzorem, a jak wiemy były już wałki z różnymi producentami.

Jeżeli macie pytania to piszcie śmiało, tutaj lub na fanpage'u.

Pozdrawiam
Artur Mydlarz

Szybka bialkowa kolacja

Jak ważne jest dostarczenie odpowiedniej ilości białka w diecie, wie każdy kto chodź raz dotkną sztangi na siłowni. Przy komponowaniu łatwo wpaść w rutynę. W tym artykule dowiecie się, co można wybrać na wieczorną przekąskę , aby dostarczyć niezbędną porcję białka.



Tuńczyk w puszcze
Średnia waga tuńczyka w puszce to 130g, co daje około 22g białka. Można zjeść do samego, lub dodać cebulę, paprykę i przyprawy i wymieszać.
Polecam również tuńczyka na ciepło, przygotowanego na patelni, z drobno posiekaną cebulą, papryką, pieczarkami, przecierem pomidorowym i odrobiną sera żółtego.

Serek ziarnisty


200g serka zawiera około 22g białka. Podobnie jak tuńczyka, można zjeść go bez dodatków. Osobiście preferuję opcję z ogórkiem i rzodkiewką.
Odchudzanie, białko, utrata wagi, dieta
W kolejnych artykułach dowiecie się o innych szybkich przekąskach.


Racjonalne odżywianie a zdrowa żywność


W kolejnym artykule chciałbym dalej walczyć z mitami zdrowego odżywiania. Tym razem konkretnie zadam pytanie czym jest “zdrowa żywność” ? Kolejny kontrowersyjny temat, na pewno wiele osób będzie się spierać, ale często Ci co najmniej wiedzą, najwięcej piszą - takie polskie “nic nie wiem, ale się wypowiem”.




Zacznijmy naukowo, przywołam teraz kilka definicji:

żywność: w znaczeniu potocznym wszelkie pojedyncze środki spożywcze
(tj. substancje chemiczne lub ich mieszaniny, zawierające składniki odżywcze), pochodzenia mineralnego, roślinnego lub zwierzęcego, surowe lub przetworzone, przeznaczone w stanie naturalnym lub po przerobieniu, do spożywania przez ludzi, a także zestawy tych środków spożywczych, w postaci potraw lub posiłków.

zdrowie fizyczne: prawidłowe funkcjonowanie organizmu, jego układów i narządów
(z oczywistych powodów pominę tutaj zdrowie psychiczne)
    odżywianie: proces życiowy polegający na pozyskiwaniu przez organizm ze środowiska pokarmu (a dokładniej zawartych w nim składników odżywczych)

    żywność ekologiczna (lub EKO, BIO, ORGANIC): jest zdefiniowane prawnie i może być stosowane tylko w odniesieniu do produktów, które spełniają określone warunki produkcji.

    zdrowa żywność: żywność wytworzona bez udziału środków ochrony roślin, nawozów mineralnych, regulatorów wzrostu roślin i biologicznie aktywnych dodatków paszowych (jedna z definicji które udało mi się wyszukać, według mnie błędna)


    Część z Was może pomyśleć dlaczego przywołałem definicję żywności ekologicznej. Powód jest prosty, wiele osób myli zdrową z ekologiczną (nie jest to synonim), jak widać przy definicji zdrowej żywności jaką znalazłem - to definicja bardziej EKO niż zdrowej.
    Przejdźmy do samego problemu, w 9 na 10 przypadkach osoby które chcą trenować lub już trenują jakiś czas (mówimy tutaj o relatywnie krótkim stażu) odżywiają się “zdrowo” w celu zgubienia kilogramów czy też centymetrów. Co mam na myśli mówiąc “zdrowo” według tych sympatyków zdrowego żywienia? Zazwyczaj jest to jedzenie dla królika:
- ”trawa”
- sałatki
- warzywa
- delikatnie ciemne pieczywko
- raz dziennie mięso (głównie drobiowe)
- duże ilości wody
- ucieczka od cukru i soli do pewnego rodzaju fobii na punkcie tych elementów
- bardzo mało owoców poza borówkami i owocami “leśnymi”
- o braku fast foodów i napojów gazowanych nawet nie wspomnę


Niestety charakteryzuję ich absolutny brak zrozumienia ile kalorii (w przełożeniu na B/T/W) dziennie spożywają, bo jedząc “zdrowo” nie muszą tego robić, gdyż kalorie z ciemnego pieczywa nie idą w tłuszcz a w mięśnie, albo magicznie spalają tłuszcz (tak, oni tak sądzą).


Chciałbym tutaj mocno podkreślić, iż uwielbiam warzywa i jem ile się da, a w sezonie codziennie jestem na targu po nową “zieleninę”, jestem zwolennikiem dużej ilości wody. Ale ręce opadają mi jak słyszę, że źle się odżywiam bo zjem czekoladę czy pizze (a nikt nie wiedział, że musiałem nadrobić szybko kalorie których wcześniej nie zjadłem bo nie miałem czasu), że po treningu zjem naleśniki z dżemem (bo potrzebuje nadrobić energie i mam akurat smak na taki posiłek) i wiele podobnych przykładów. Nie mówię że dietę robi się na naleśnikach czy pizzy, ale wszystko zależy od kontekstu i odpowiedniego bilansu - wtedy nawet na pizze  czy naleśniki znajdzie się miejsce i nie jest to “cheat”. Zasadniczo przedstawiona wyżej dieta dawała by radę gdyby nie chore trzymanie się tych zasad, oraz podejście 4-5 posiłków z wora „zdrowa żywność” i otrzymam swoją wymarzoną sylwetkę w mgnieniu oka. Nawiązując do mojego wcześniejszego artykułu, pamiętamy o zbilansowaniu dziennego przyjęcia kalorii w rozbiciu na białka / tłuszcze / węglowodany.


Wróćmy do głównego problemu. Często czytam w internecie wpisy “znawców”:
- to nie jest zdrowe bo zawiera E*,
- tamto nie jest zdrowe bo jest tłuste,
- słodycze, gdzie tu zdrowie, itp


takich przykładów można pisać wiele, ale wierze że rozumiecie o co chodzi. Oczywiście należy unikać chemii jak się da, więc pierwszy odnośnik jeszcze daje rade, chociaż dzisiaj wszędzie pakują chemie, chyba że ktoś ma na tyle szczęścia że mieszka na farmie i autentycznie wie co je. Mimo to pojęcie “zdrowa żywność” jest kompletnie wypłukane dzisiaj i niepoprawnie używane przez większość z nas.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz definicjom. Żywność to praktycznie wszystko co można włożyć do ust i zjeść, oraz przyniesie nam to jakieś korzyści mikro oraz makro mineralne. Odżywianie samo w sobie to czynność “wkładania” tego do “buzi”. Odżywiamy się zdrowo, aby być zdrowym (aby organizm funkcjonował prawidłowo) - wybaczcie za taką łopatologię. Może się mylę ale nigdzie przy słowo zdrowie nie znalazłem przekreślonego zwrotu “fast food”, słodycze, napoje gazowane itp. Problem w tym, że dzisiaj wiele naszych aspektów życia kreują media (nawet tych o których nie mamy zielonego pojęcia) tak jest między innymi z jedzeniem. Jedzenie dziennie 300 cal według nowej diety, w nowym pisemku, opierając się tylko o kawkę bez cukru i jakiś liść sałaty  - też chyba nie jest zbytnio zdrowe ?



Zachód jest gruby - Europa jest zdrowa i szczupła, taki pogląd ma wielu z nas. Wybaczcie ale niespodzianka, Polska jest najszybciej (a przynajmniej w czołówce) tyjących krajów w europie. USA - poza wyjątkami (dużymi osobnikami) ludzie tam zaczęli się ruszać i gwarantuje Wam, że tam spotkacie więcej biegających ludzi w dużym mieście niż w Polsce (proporcjonalnie, oczywiście są tam liczniejsze miasta) .

Dzisiaj za zdrowym żywieniem jest logo sałaty! Owszem warzywa mają wiele składników odżywczych i witamin oraz są ubogie w kalorie, dlatego służą jako dodatek. Natomiast uważanie, że jedzenie samych ważyw i picie wody jest zdrowe, to chyba lekka przesada ? Wiele osób myśli jednak całkowicie odwrotnie.
Nigdy nie zwróciliście uwagi jak często głównie kobiety popełniają ten błąd ? Jest to prawie jak równanie matematyczne, a mianowicie:


ograniczyłam słodycze + nie jem tłusto + jem dużo ważyw + jem to co zwykle = początkowe obniżenie wagi, potem zastój


drugi przykład:
nie jem słodyczy + jem 3 posiłki oparte o warzywa +  czasami się przebiegnę = początkowe obniżenie wagi, a potem zastój


patrząc na oba przykłady, można śmiało przyznąć, iż jest to progres w dobrą stronę, ale jeszcze nie całkowicie dobra droga. Natomiast drugi przykład to wyczytanie w gazecie co jeść, żeby mieć wymażoną sylwetkę w 14 dni (przepraszam, ale ktokolwiek wierzy w te arty w pismakach, to ma mój szacunek za taką głupotę).
    Więc co jest sukcesem do “zdrowego” żywienia ? To o czym już mówiłem wcześniej i mówić będę zawsze, jest to utrzymanie waszego bilansu kalorycznego na dzień. Nie ważne w ilu posiłkach, nie ważne co jemy. Oczywiście zaraz usiądzie pytanie, że fast food nie jest zdrowy i nie ma innej możliwości. Owszem fast food zawiera dużo tłuszczy nasyconych, przez co ciężko jedząc tylko w takich miejscach trafić w swój bilans kaloryczny ale jest to możliwe, aby raz na jakiś czas wkomponować tłuste jedzenie w swoją dietę. Jedząc samą zieleninę i raz dziennie mięso, nigdy nie trafimy w swój bilans kaloryczny przez co nasz organizm po długim czasie takiego odżywiania, nie będzie już taki zdrowy (nie otrzyma wszystkich niezbędnych mu wartości) a przecież mimo to jem “zdrowo”! (uprzedzam są takie piramidki żywieniowe które uwzględniają niedobór mięsa oraz węglowodanów w diecie, a mimo to są podpisane “zdrowe zasady żywienia”).
    Co do samego mięsa, nie chce się tutaj rozpisywać, ale gdy słyszę o mięsie jako produkcie niezdrowym, popierając to twierdzeniem “bo tak”, to uważam dyskusję za skończoną. Szanuje weganów, nie jedzą męsa bo chcą dobra dla zwierząt, szanuję ludzi którym mięso zwyczajnie nie smakuje - mogę jakoś to pojąć. Natomiast ludzie mówiący, że nie jedzą mięsa bo jest niezdrowe, tłuste i przez mięso wzrasta im cholesterol - nie będę komentować. Mięso jest bardzo, jak nie najbardziej ważnym elementem naszej diety. Zawiera wiele wartości odżywczych, witamin i budulca mięśni, nie zapominajcie o tym!
-->

    Nabiał jest często wycinany z diety i dementowany jako dobre źródło białka, nie wiem tak naprawdę co się za tym kryję, ale ja jem dużo nabiału i znam wiele osób aktywnie trenujących u których nabiał w diecie jest bardzo bogato obecny. Nikt z nas nie narzeka.

    Kolejną kontrowersją jest picie napojów gazowanych - dlatego, że zawierają Co2 i cukier. Ja się tylko zapytam - poważnie? Wszelkiego rodzaju napoje kolorowe typu Cola, fanta, sprite itp - jasne, mają dużo cukru ma to jakąś podstawę (chociaż te wliczamy w dietę i da się jakoś jechać) to zupełnie już nie pojmuję dlaczego ludzie krytykują picie wody mineralnej gazowanej - przez bombelki nie tyjemy, naprawdę. To samo tyczy się napojów typu “zero” - pomijając chemię, co złego wypić raz na jakiś czas? Kolejnym kontr argumentem jest to, iż osoby często nie piją “gazowanych śmieci” a zajadają się owocami, mam nadzieje że orientują się ile jest cukru w owocach (kolejna głupota według mnie to wycinanie owoców z diety)

    Słodycze? proszę bardzo jeśli wliczy się w dzienny bilans. Miliony historii słyszałem wyglądających mniej więcej w ten sposób: (wybaczcie, ale przykładem znów będzie kobieta)
“Jem tak jak jadłam zawszę, ale przestałam jeść całkowicie słodycze i nie pije już Coli, schudłam 3 kg w miesiąc - po co ćwiczyć wystarczy jeść zdrowo” (w tym wypadku jedzenie zdrowo oznacza nie picia Coli i jej pochodnych oraz nie jedzenie cukru w postaci słodyczy). Matematykę na poziomie dodawania i odejmowania ma się chyba już w przedszkolu dzisiaj. Oczywiste jest, że jeśli zjada się mniej o te spore ilości kalorii, które były wcześniej w Coli i słodyczach, to organizm dostaje dziennie mniej energii i nie ma czego odkładać w formie tłuszczu, co nie znaczy że pozostałe posiłki są “zdrowe” - cokolwiek miało by to znaczyć.
    Mój ulubiony temat, zakaz picia alkoholu.
Szybka tabelka kaloryczna.
piwo 0,3l = około 250kal
wódka czysta, kieliszek = około 60 kal


da się wkomponować w dietę? jasne.
Nie zachęcam do picia alkoholu, ale da się z nim życ. Słyszałem ostatnio, że alkohol to zabójca dla mięśni, może i tak jakbym pił po 5l dziennie. Pójście na imprezę raz na jakiś czas jest wskazane dla rozluźnienia się, relaksu i co za tym idzie zdrowia psychczniego, który jest tak bardzo ważny jak zdrowie fizyczne. Poważnym skutkiem ubocznym alkoholu jest odwodnienie i ewentualnie brak apetytu na drugi dzień na kacu, ale jeśli to przezwyciężymy to nic złego się nie stanie.

    Ostatni absurd który chce poruszyć to często pytanie odnośnie zawartości IG w produktach, oprę to o przykład ryż biały vs ryż brązowy. Jeśli lubisz brązowy proszę bardzo - smacznego. Jeśli jesteś osobą taką jak ja, dla której ryż brązowy jest niejadalny i gotuje się absurdalnie długo, sięgaj po ryż biały. To takie proste ! Usłyszałem kiedyś takie zdanie “ryż biały na masę, ryż brązowy na rzeźbę” - nie będę komentować, ale to są osoby które uważają, że wiedzą jak się zdrowo odżywiać.

    Nie będę tutaj wypisywał jeszcze więcej absurdalnych mitów, bo są to te podstawowe, a wiele w życiu już słyszałem. Mam nadzieję, że jakoś przemówiłem Wam do rozsądku. Pisząc “Wam” mam na myśli amatorów sportu, którzy robią to, aby czuć się dobrze i zdrowo, oraz wyglądać dobrze i zdrowo. Pamiętajcie nie jesteśmy zawodowcami którzy chcą zejść do 5% BF na zawody i robią wszystko, aby to osiągnąć (wtedy rzeczywiście trzeba mocno kombinować), a jesteśmy osobami aktywnymi fizycznie które chcą żyć w zdrowiu.
    Na koniec napiszę co jest moją definicją zdrowego żywienia.

Według mnie zdrowe żywienie to dostarczanie odpowiedniej ilości wartości odżywczych do mojego organizmu poprzez jedzenie na co mam ochotę.
    To takie proste.

Kacper Niepokólczycki

Suplementacja w trakcie treningu?

Posiłki przed – i potreningowe nikogo nie dziwią, jednak niedawno pojawił się także nowy trend. Jest nim picie napoju izotonicznego w trakc...